Kocham książki, kupuję książki, dostaję książki, pożyczam książki, a w rezultacie gromadzę je w irracjonalnych ilościach. Nawet jeśli chęć posiadania w większości przypadków jestem w stanie sensownie uzasadnić, to widząc efekty mojego zbieractwa z ostatnich lat, czuję lekki… niepokój? Jak można tyle mieć, a jeszcze więcej chcieć? Przedstawiam regał wstydu, który ma relatywizować książkowe ‘chcieć’ a ‘(musieć) mieć’, innymi słowy: przemawiać do zdrowego rozsądku. Najlepiej nieustannie.
Zabawne, że zaczynając pisać bloga, sporadycznie poświęcałam czas na stosiki, bo stosami nie można tego nazwać. W przeciwieństwie do ilości (nieprzeczytanych [jeszcze!]) książek, które zgromadziłam przez ostatnie lata.
Misja: nowy regał

Widzisz i nie grzmisz
Wodząc wzrokiem po dwóch regałach, nie sądziłam, że trzeci zapełnię po brzegi. Co za obciach… W końcu wiele z tych książek dostałam w prezencie. Nie wiem, jak to się stało, że ich nie przeczytałam, mimo że od mojej 30stki minęło już kilka lat, albo: pamiętam, jak kupowałam coś jeszcze na studiach. Może od razu przyznam się, że regał wstydu zapełniony jest tylko polskimi książkami. Nietknięte niemieckie wróciły tam, gdzie były, bo się nie pomieściły… Na swoją obronę dodam, że wszystko zmieściło się w jednym rzędzie, w przeciwieństwie do przeczytanych, które ustawione są w podwójnym. Wychodzi na to, że średnio co piątej książki nie czytam od razu bądź w przewidywalnej przyszłości, czyli prędzej niż później. To chyba nie tragedia…?
Najgorsze przede mną. Nawet nie zamierzam ukrywać, że nadal chcę dostawać książki. Co gorsza: wiem, że na urodziny dostanę. Ostatnio nawet sporo kupuję sama, z czym przyhamowałam na kilka lat. Bilans mijającego miesiąca to dziewięć sztuk (ale tylko dlatego, że były okazje i musiałam skompletować Zafóna i Małeckiego!!!), poprzedniego chyba połowę mniej – nawet nie pamiętam, bo wszystko postawiałam na regale wstydu alfabetycznie. Wyznaję, że chęci posiadania książek wyplewić z siebie nie mogę. I chyba już nawet nie będę się starała. Bo to nadal nie jest najgorsze…
Mam, ale nie pożyczam

Chyba nie muszę dodawać, dlaczego regały z książkami nie stoją w salonie, albo z jakiego powodu te najważniejsze dla mnie książki upchnięte są w tylnych rzędach? Straszna się robię na starość. A za miesiąc i ciut będę jeszcze starsza… I – mam nadzieje – bogatsza o nowe książki! Będę nad sobą pracować, regał wstydu redukować do pojedynczej półki, a tymczasem idę czytać. W związku z czym mnie nie ma. Ale jak zawsze ciekawa jestem i sprawdzać będę, czy ktoś z Was ma z tymi książkami tak samo, jak ja…
Bądźcie zdrowi (i zaczytani)!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz